Cześć! Nazywam się Ewelina.

Pomagam kobietom,
a w szczególności mamom, zamienić frustrację, niedoczas i stres na spokój, równowagę i radość z życia, czyli znaleźć barceloński luz!

Z wykształcenia jestem psychologiem międzykulturowym, ekonomistką oraz coachem. Zanim zostałam mamą, przez dziesięć lat pracowałam w produkcji filmowej. Zajmowałam się zdobywaniem i rozliczaniem dotacji na polskie i zagraniczne projekty filmowe. Kocham kino i praca przy finansowaniu filmów takich sław jak Roman Polański oraz Paweł  Pawlikowski sprawiała mi sporo satysfakcji.

Cześć! Nazywam się Ewelina.

Jako coach, pomagam kobietom,
a w szczególności mamom, znaleźć równowagę
i poczucie spełnienia w życiu.

Z wykształcenia jestem psychologiem międzykulturowym oraz ekonomistką. Zanim zostałam mamą, przez dziesięć lat pracowałam w produkcji filmowej. Zajmowałam się zdobywaniem i rozliczaniem dotacji na polskie i zagraniczne projekty filmowe. Kocham kino i praca przy finansowaniu filmów takich sław jak Roman Polański oraz Paweł  Pawlikowski sprawiała mi sporo satysfakcji.

Kiedy urodziłam dzieci, macierzyństwo pochłonęło mnie całkowicie. 

Miałam ten luksus, że nie musiałam od razu wracać do pracy. Najpierw na świecie pojawił się Ignaś, drugi był Fryderyk. Świat nabrał kolorów, ale były też momenty trudne. Najgorzej wspominam zimę jak Fryderyk miał 8 tygodni, a Ignaś 3 lata i oboje zaczęli chorować naraz. Nebulizator stał się stałym elementem wystroju wnętrza w naszym salonie, a wizyty w szpitalach też stały się codziennością. Stres, poczucie wyczerpania i nie mająca końca zima dały mi mocno w kość. Marzyłam o ciepłym lecie bez wirusów, czułam ogromną potrzebę zmiany i przewrócenia swojego życia do góry nogami. Jednak gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że będę z rodziną mieszkać w Barcelonie i rozmawiać po hiszpańsku to bym mu nie uwierzyła!

W erze przeddziecięcej przez rok podróżowaliśmy z mężem dookoła świata, a i z maluchami, podróże były częścią naszego życia. 

Postanowiliśmy więc skorzystać z tego doświadczenia i przeprowadzić się z naszymi chłopcami do Barcelony. Pomimo zamieszkania blisko ciepłego morza i widoku wspaniałych budowli Gaudiego, na początku było mi trudno. Nie znałam języka, nie miałam żadnych znajomych, a rodzina została daleko. Ciężko mi było odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości, ale byłam gotowa podjąć to ryzyko. Zaczęłam uczyć się hiszpańskiego, poznawać kulturę i ludzi oraz integrować się z otoczeniem.

Kiedy urodziłam dzieci, macierzyństwo pochłonęło mnie całkowicie. 

Miałam ten luksus, że nie musiałam od razu wracać do pracy. Najpierw na świecie pojawił się Ignaś, drugi był Fryderyk. Świat nabrał kolorów, ale były też momenty trudne. Najgorzej wspominam zimę jak Fryderyk miał 8 tygodni, a Ignaś 3 lata i oboje zaczęli chorować naraz. Nebulizator stał się stałym elementem wystroju wnętrza w naszym salonie, a wizyty w szpitalach też stały się codziennością. Stres, poczucie wyczerpania i nie mająca końca zima dały mi mocno w kość. Marzyłam o ciepłym lecie bez wirusów, czułam ogromną potrzebę zmiany i przewrócenia swojego życia do góry nogami. Jednak gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że będę z rodziną mieszkać w Barcelonie i rozmawiać po hiszpańsku to bym mu nie uwierzyła!

W erze przeddziecięcej przez rok podróżowaliśmy z mężem dookoła świata, a i z maluchami, podróże były częścią naszego życia. 

Postanowiliśmy więc skorzystać z tego doświadczenia i przeprowadzić się z naszymi chłopcami do Barcelony. Pomimo zamieszkania blisko ciepłego morza i widoku wspaniałych budowli Gaudiego, na początku było mi trudno. Nie znałam języka, nie miałam żadnych znajomych, a rodzina została daleko. Ciężko mi było odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości, ale byłam gotowa podjąć to ryzyko. Zaczęłam uczyć się hiszpańskiego, poznawać kulturę i ludzi oraz integrować się z otoczeniem.

W erze przeddziecięcej przez rok podróżowaliśmy z mężem dookoła świata, a i z maluchami, podróże były częścią naszego życia. 

Postanowiliśmy więc skorzystać z tego doświadczenia i przeprowadzić się z naszymi chłopcami do Barcelony. Pomimo zamieszkania blisko ciepłego morza i widoku wspaniałych budowli Gaudiego, na początku było mi trudno. Nie znałam języka, nie miałam żadnych znajomych, a rodzina została daleko. Ciężko mi było odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości, ale byłam gotowa podjąć to ryzyko. Zaczęłam uczyć się hiszpańskiego, poznawać kulturę i ludzi oraz integrować się z otoczeniem.

Pamiętam doskonale moment, w którym uświadomiłam sobie czego mi brakuje i jakie jest moje marzenie.

W tym czasie mieszkaliśmy już w Barcelonie od pół roku, poznaliśmy nowych znajomych, dzieci nie chorowały i wydawałoby się, że wszystko jest tak jak być powinno. Siedziałam z notatkami do hiszpańskiego w chiringuito (czyt. cziringito tzn. bar na plaży), świeciło piękne słońce, morze szumiało, palmy dookoła, a ja myślałam sobie: Dlaczego nie jestem szczęśliwa? Co jest nie tak? 

Wtedy przypomniałam sobie mój plan, który od wielu lat siedział głęboko zakopany w mojej głowie, ale nigdy nie było idealnego momentu żeby go zrealizować. Chcę zostać coachem! Teraz jest ten czas! Nie chcę już dłużej czekać!

I zaczęłam działać. Najpierw wypróbowałam moc coachingu na sobie, potem zapisałam się na studia, kursy i szkolenia. Zaczęłam moją nową przygodę zawodową. Spotkałam wtedy na mojej drodze wielu ludzi, którzy mnie wspierali, pomagali, byli moją inspiracją. Poznałam też wiele innych mam, które są na etapie zmiany swojej kariery i zastanawiają się, w którym kierunku pójść.

Teraz chciałabym się stać takim przewodnikiem dla Ciebie.
Jak mogę Ci pomóc?

Przewiń do góry